Uff! Kolejny pracujący tydzień za mną. Wczoraj kierowniczka pozwoliła nam wyjść półtorej godziny wcześniej ze względu na dzisiejszy pierwszy dzień wiosny. Czyżby się bała, że w poniedziałek wszyscy wezmą urlop na żądanie? ;)
Po przebudzeniu miałam ambitne plany wyruszyć w plener na rolkach, to chyba tak ta wczorajsza próba wysiłkowa na mnie zadziałała, ale... po posprzątaniu pokoju już mi się odechciało :P
W tym tygodniu zostaję sama w pokoju, W. jedzie, ja będę kończyła pracę o 14, ma być ciepło, więc może wreszcie się zmotywuję. W końcu nie po to wydawałam kupę kasy na rolki żeby leżały.
Wczoraj próbę wysiłkową przeprowadzała mi Pani doktor, z którą już kilka razy miałam styczność, pamiętała dokładnie co mi jest i z jakich powodów byłam operowana, powspominałyśmy sobie "fazy" po dormicum, dolarganie, narkozach i innych takich różnych specyfikach. Niektóre były śmieszne inne nieco przerażające ;)
Pomimo mojego niefortunnego leczenia to cieszę się, że mam szczęście do lekarzy. Raczej trafiam na tych ludzkich, którzy nie mają wypalenia zawodowego i rozmawiają ze mną jak z człowiekiem a nie jak z kolejnym przypadkiem medycznym.
Może to dlatego, że jestem młoda? Może dlatego, że sama mam wiedzę medyczną i robię coś w kierunku uświadamiania pacjentów?Bo jednak świadomy pacjent to "łatwiejszy" pacjent.
A jak jest z Waszą świadomością?
sobota, 21 marca 2015
środa, 18 marca 2015
5.
Dziś jest jeden z tych dni kiedy nic nie ma sensu, kiedy wszystko wydaje się być beznadziejne, kiedy chciałoby się zamknąć i oczy, a gdy je znów otworzę to żeby wszystko było w porządku...
Dziś czuję się źle, dziś mnie boli, dziś nic nie jest tak jak trzeba, dziś brakuje mi Kasi, która znów jest w ciężkim stanie, dziś ktoś kto uważa się za mojego przyjaciela potraktował mnie tak przedmiotowo, że bardziej się już nie dało.
Poczułam się jakbym dostała w twarz. Zabolało...
Życie też mnie zabolało. Nie tak powinno wyglądać życie 24latki, z całą pewnością nie tak...
Ale co ja mogę zrobić? - NIC.
Położyć się spać, wstać tak, aby zdążyć do pracy i tam udawać, że wszystko jest okej.
Tak, więc idę udawać.
Dobranoc.
Dziś czuję się źle, dziś mnie boli, dziś nic nie jest tak jak trzeba, dziś brakuje mi Kasi, która znów jest w ciężkim stanie, dziś ktoś kto uważa się za mojego przyjaciela potraktował mnie tak przedmiotowo, że bardziej się już nie dało.
Poczułam się jakbym dostała w twarz. Zabolało...
Życie też mnie zabolało. Nie tak powinno wyglądać życie 24latki, z całą pewnością nie tak...
Ale co ja mogę zrobić? - NIC.
Położyć się spać, wstać tak, aby zdążyć do pracy i tam udawać, że wszystko jest okej.
Tak, więc idę udawać.
Dobranoc.
sobota, 14 marca 2015
4.
Pracowity tydzień już za mną. Śliczny kwiatek czekał, biurko, komputer, ludzie i nowa kierowniczka również. Było całkiem nieźle tylko w czwartek zmęczenie było kolosalne.
Wczoraj od razu po pracy byłam zapisać się na rehabilitację, czyli odbyłam również wizytę u mojego doktorka od serducha. Pogadaliśmy, uporządkowaliśmy chronologicznie wszystkie zabiegi i operacje, zadanie do najłatwiejszych nie należało bo i mnie powoli daty zaczynają się zacierać i lata mieszać, ale daliśmy radę :)
B. stwierdził po raz kolejny, że chyba nadszedł czas na napisanie książki, która zyska wielką sławę a następnie zostanie nakręcony film.
Tak więc może i kiedyś rzeczywiście zostanę celebrytką, gazetki z wywiadem już obiegły kawałek Wrocławia. Rozdane po znajomych, zostawione w szpitalu i w przychodni. Mam nadzieję, że dzięki temu ktoś kto czeka na wszczepienie urządzenia bądź jest po i nie potrafi się po tym pozbierać nabierze trochę wiary w normalne - a przynajmniej lepsze - życie. Bo do tego właśnie chcę dążyć.
Mam wielkie plany tylko samej ciężko ze wszystkim działać... Nasze Stowarzyszenie na razie stoi w miejscu, nic się nie dzieje. Dość długo to trwa i gdy nadal to wszystko się będzie tak ciągnęło to nachodzą mnie chwile zwątpienia i się zastanawiam czy to kiedykolwiek wypali.
No cóż. Znajomi, którzy mają własne Fundacje mówili, że będzie ciężko, więc trzeba wziąć dupę w troki i się nie poddawać. Nie na samym początku.
Wczoraj od razu po pracy byłam zapisać się na rehabilitację, czyli odbyłam również wizytę u mojego doktorka od serducha. Pogadaliśmy, uporządkowaliśmy chronologicznie wszystkie zabiegi i operacje, zadanie do najłatwiejszych nie należało bo i mnie powoli daty zaczynają się zacierać i lata mieszać, ale daliśmy radę :)
B. stwierdził po raz kolejny, że chyba nadszedł czas na napisanie książki, która zyska wielką sławę a następnie zostanie nakręcony film.
Tak więc może i kiedyś rzeczywiście zostanę celebrytką, gazetki z wywiadem już obiegły kawałek Wrocławia. Rozdane po znajomych, zostawione w szpitalu i w przychodni. Mam nadzieję, że dzięki temu ktoś kto czeka na wszczepienie urządzenia bądź jest po i nie potrafi się po tym pozbierać nabierze trochę wiary w normalne - a przynajmniej lepsze - życie. Bo do tego właśnie chcę dążyć.
Mam wielkie plany tylko samej ciężko ze wszystkim działać... Nasze Stowarzyszenie na razie stoi w miejscu, nic się nie dzieje. Dość długo to trwa i gdy nadal to wszystko się będzie tak ciągnęło to nachodzą mnie chwile zwątpienia i się zastanawiam czy to kiedykolwiek wypali.
No cóż. Znajomi, którzy mają własne Fundacje mówili, że będzie ciężko, więc trzeba wziąć dupę w troki i się nie poddawać. Nie na samym początku.
niedziela, 8 marca 2015
3.
Ha! przywoływałam wiosnę i chyba mi się udało. W moim pięknym mieście dziś termometr pokazuje całe 14 st!
Miałam się wybrać na rolki, które wreszcie pojawiły się w moim pokoju, jednak po położeniu się do łóżka o 4 nad ranem nie bardzo mam na nie siłę. No bo wiecie, to życie na wynajmowanym lokalu z całkiem sympatycznymi ludźmi sprzyja do nocnego siedzenia, gdy tylko jest ku temu okazja.
Wczoraj zaś siedzieliśmy sobie i graliśmy 7 godzin <sic!> w Eurobiznes sącząc winko. Wyszło, że chyba jestem całkiem niezła bo przez całą grę miałam tylko cztery karty i na nich zbijałam grubą kasę, jednak w 6 godzinie już mi się znudziło, więc powoli się wszystkiego pozbywałam ;)
Teraz skończyłam oglądać nowy odcinek Chirurgów i wypadałoby chociaż się ubrać, ale po co skoro można siedzieć w piżamie cały dzień? :D Więc się obijam słuchając moich ulubionych piosenek w wykonaniu naszej Wrocławskiej gwiazdy : Natalii Lubrano. Babka jest genialna! Każdą piosenkę potrafi zaśpiewać w taki sposób, że się człowiek zakochuje i może tak słuchać i słuchać zapominając o wszystkim tym co go dręczy.
Piszę tak tutaj o wszystkim i o niczym. Ludzie mówią, że czerpią ode mnie siłę, daję im nadzieję, oraz, że po głębszym poznaniu mnie uczą się życia na nowo. Szykuję na ten temat osobną notkę, gdy znajdę wieczorem czas to pojawi się jeszcze dziś, a jeżeli nie to dopiero za kilka dni.
Bardzo się cieszę, gdy słyszę pozytywne słowa w moim kierunku. Od rówieśników, ludzi ode mnie starszych, przypadkowo poznanych, tych ze szpitali, lekarzy, pielęgniarek, oraz rodziców chorych maluchów. W ostatnim czasie pojawił się wywiad z moją skromną osobą w Magazynie Dobre Serce, oraz zostałam Bohaterką Albumu "Ponad Poziomy". Niektórzy się śmieją, że staję się celebrytką i za jakiś czas będzie trzeba umawiać się ze mną przez mojego menagera, a ja zwyczajnie staram się czerpać od życia jak najwięcej, nadrabiać te stracone chwile, gdy choroba bierze górę to się nie zadręczać tylko iść do przodu. I Wam wszystkim życzę tego samego! Bądźcie optymistami i obracajcie się wśród pozytywnych ludzi. To na prawdę daje kopa!
A jak usłyszycie od kogoś, że jesteście dla kogoś wzorem <chociaż za wzór się nie uważam> i dzięki Tobie ktoś ma siłę na dalszą walkę to wtedy zobaczycie co to znaczy MEGA pozytywna energia.
A tymczasem żegnam Was Robaczki zostawiając moją ulubioną piosenkę w wykonaniu Natalii :)
Klik - Wariatka Tańczy
Miałam się wybrać na rolki, które wreszcie pojawiły się w moim pokoju, jednak po położeniu się do łóżka o 4 nad ranem nie bardzo mam na nie siłę. No bo wiecie, to życie na wynajmowanym lokalu z całkiem sympatycznymi ludźmi sprzyja do nocnego siedzenia, gdy tylko jest ku temu okazja.
Wczoraj zaś siedzieliśmy sobie i graliśmy 7 godzin <sic!> w Eurobiznes sącząc winko. Wyszło, że chyba jestem całkiem niezła bo przez całą grę miałam tylko cztery karty i na nich zbijałam grubą kasę, jednak w 6 godzinie już mi się znudziło, więc powoli się wszystkiego pozbywałam ;)
Teraz skończyłam oglądać nowy odcinek Chirurgów i wypadałoby chociaż się ubrać, ale po co skoro można siedzieć w piżamie cały dzień? :D Więc się obijam słuchając moich ulubionych piosenek w wykonaniu naszej Wrocławskiej gwiazdy : Natalii Lubrano. Babka jest genialna! Każdą piosenkę potrafi zaśpiewać w taki sposób, że się człowiek zakochuje i może tak słuchać i słuchać zapominając o wszystkim tym co go dręczy.
Piszę tak tutaj o wszystkim i o niczym. Ludzie mówią, że czerpią ode mnie siłę, daję im nadzieję, oraz, że po głębszym poznaniu mnie uczą się życia na nowo. Szykuję na ten temat osobną notkę, gdy znajdę wieczorem czas to pojawi się jeszcze dziś, a jeżeli nie to dopiero za kilka dni.
Bardzo się cieszę, gdy słyszę pozytywne słowa w moim kierunku. Od rówieśników, ludzi ode mnie starszych, przypadkowo poznanych, tych ze szpitali, lekarzy, pielęgniarek, oraz rodziców chorych maluchów. W ostatnim czasie pojawił się wywiad z moją skromną osobą w Magazynie Dobre Serce, oraz zostałam Bohaterką Albumu "Ponad Poziomy". Niektórzy się śmieją, że staję się celebrytką i za jakiś czas będzie trzeba umawiać się ze mną przez mojego menagera, a ja zwyczajnie staram się czerpać od życia jak najwięcej, nadrabiać te stracone chwile, gdy choroba bierze górę to się nie zadręczać tylko iść do przodu. I Wam wszystkim życzę tego samego! Bądźcie optymistami i obracajcie się wśród pozytywnych ludzi. To na prawdę daje kopa!
A jak usłyszycie od kogoś, że jesteście dla kogoś wzorem <chociaż za wzór się nie uważam> i dzięki Tobie ktoś ma siłę na dalszą walkę to wtedy zobaczycie co to znaczy MEGA pozytywna energia.
A tymczasem żegnam Was Robaczki zostawiając moją ulubioną piosenkę w wykonaniu Natalii :)
Klik - Wariatka Tańczy
sobota, 7 marca 2015
2
Noo, to rzeczywiście wychodzi mi to blogowanie ;)
Wróciła Pańcia do dużego miasta i już zapomina o tym co sobie postanowiła.
A co było po powrocie? Następnego dnia udałam się do mojego szpitala, założyli mi holterka, który miał zarejestrować zaburzenia rytmu <bądź też nie> i chyba na nie stanie, bo... dopadła mnie jakaś franca i nie bardzo byłam w stanie żeby gdzieś biegać czy wykonywać jakąkolwiek inną czynność związaną z wysiłkiem fizycznym, ale! postanowiłam znów chodzić na fitness ze staruszkami <czyt.rehabilitacja>, więc będę miała okazję do jeszcze jednego holterowskiego badania :D
Przez siedzenie w domu i tak na prawdę nic-nie-robienie zupełnie straciłam poczucie czasu, nie śpię w nocy a nadrabiam w dzień nie licząc się z tym, że Pańcia wraca do pracy. Już pojutrze!
Po prawie miesięcznej nieobecności. Work ponoć na mnie czeka, znienawidzone przez wszystkich asseco również, noo i kwiatek od prezesa na dzień kobiet :D Taki dobry mamy zarząd, a co!
Wracając do kwestii zdrowotnej to... jest po japońsku czyli jako-tako. Cholerny ból jak był tak jest nadal, jednak ja chcąc być najmądrzejsza w całym wszechświecie zachowała tę informację dla siebie nie wspominając o tym Mądrym Głowom. Jak to się mówi "im mniej wiesz tym lepiej śpisz" noo... i na tym zostańmy. Można się nauczyć żyć z bólem, przynajmniej w pewnym stopniu.
Kilka dni temu spotkałam się ze znajomą psycholog. Przeszłyśmy się, pogadałyśmy, tak szczerze, bez owijania w bawełnę, bez zatrzymywania szczegółów dla siebie. Chyba tego mi było trzeba.
Stwierdziła, że po takich przejściach całkiem nieźle sobie radzę, przynajmniej na to wygląda. Cieszę się, że tak to wygląda, bo chyba tak jest.
Nadchodzi wiosna, a z nią promyki słońca i nowe siły do działania. Tak, tak, tak! WIOSNO przybądź!
A tymczasem udanego sobotniego wieczoru! :)
Wróciła Pańcia do dużego miasta i już zapomina o tym co sobie postanowiła.
A co było po powrocie? Następnego dnia udałam się do mojego szpitala, założyli mi holterka, który miał zarejestrować zaburzenia rytmu <bądź też nie> i chyba na nie stanie, bo... dopadła mnie jakaś franca i nie bardzo byłam w stanie żeby gdzieś biegać czy wykonywać jakąkolwiek inną czynność związaną z wysiłkiem fizycznym, ale! postanowiłam znów chodzić na fitness ze staruszkami <czyt.rehabilitacja>, więc będę miała okazję do jeszcze jednego holterowskiego badania :D
Przez siedzenie w domu i tak na prawdę nic-nie-robienie zupełnie straciłam poczucie czasu, nie śpię w nocy a nadrabiam w dzień nie licząc się z tym, że Pańcia wraca do pracy. Już pojutrze!
Po prawie miesięcznej nieobecności. Work ponoć na mnie czeka, znienawidzone przez wszystkich asseco również, noo i kwiatek od prezesa na dzień kobiet :D Taki dobry mamy zarząd, a co!
Wracając do kwestii zdrowotnej to... jest po japońsku czyli jako-tako. Cholerny ból jak był tak jest nadal, jednak ja chcąc być najmądrzejsza w całym wszechświecie zachowała tę informację dla siebie nie wspominając o tym Mądrym Głowom. Jak to się mówi "im mniej wiesz tym lepiej śpisz" noo... i na tym zostańmy. Można się nauczyć żyć z bólem, przynajmniej w pewnym stopniu.
Kilka dni temu spotkałam się ze znajomą psycholog. Przeszłyśmy się, pogadałyśmy, tak szczerze, bez owijania w bawełnę, bez zatrzymywania szczegółów dla siebie. Chyba tego mi było trzeba.
Stwierdziła, że po takich przejściach całkiem nieźle sobie radzę, przynajmniej na to wygląda. Cieszę się, że tak to wygląda, bo chyba tak jest.
Nadchodzi wiosna, a z nią promyki słońca i nowe siły do działania. Tak, tak, tak! WIOSNO przybądź!
A tymczasem udanego sobotniego wieczoru! :)
niedziela, 22 lutego 2015
1.
Po raz kolejny zaczynam pisanie bloga.
Tym razem tylko wybrani znajomi dostaną adres, nie chcę tu nieproszonych gości, a co ;)
Skąd taki adres? IPG - tak określa się stymulator serca, który jest moim niezastąpionym przyjacielem. Czasami jest kapryśny i żaden nie chce u mnie dłużej mieszkać niż rok.
W ciągu ostatniego roku miałam aż trzy wymiany... Sporo jednak każda kolejna uczy mnie czegoś nowego, z każdą kolejną poznaję nowych ludzi, przekonuję się kto jest wtedy kiedy go najbardziej potrzebuję a kto ma na całą sytuację wywalone.
Dziś mija 10 dni odkąd mam mojego czwartego przyjaciela. Wszczepionego 550 km od domu, z zupełnie innej firmy niż miałam dotychczas i przez zupełnie innych lekarzy. Tym razem operował mnie sam Mistrz!
Ha! To ma się wtyki, co? Mistrz przyjął mnie do szpitala z dnia na dzień. Wszystko było na wariackich papierach, jednak na razie wszystko wskazuje na to, że się udało i tego się trzymam!
Pomimo wszystkich powikłań, niezliczonych ilości wizyt u lekarzy, kontroli, wielu dni spędzonych w szpitalach, kocham moją Bateryjkę. Dzięki temu cudowi techniki moje serce nadal bije. Ja mam szansę na życie, na śmianie się, spełnianie marzeń, dzielenia się tym co mogę dać najbliższym, szukanie swojego miejsca na Ziemi, zwiedzanie Polski, zamieszkiwanie najpiękniejszego miasta w Polsce, popełnianie błędów i uczenie się na nich, po prostu na bycie sobą.
Tak niewiele a zarazem tak dużo. Czego chcieć więcej?
Tym razem tylko wybrani znajomi dostaną adres, nie chcę tu nieproszonych gości, a co ;)
Skąd taki adres? IPG - tak określa się stymulator serca, który jest moim niezastąpionym przyjacielem. Czasami jest kapryśny i żaden nie chce u mnie dłużej mieszkać niż rok.
W ciągu ostatniego roku miałam aż trzy wymiany... Sporo jednak każda kolejna uczy mnie czegoś nowego, z każdą kolejną poznaję nowych ludzi, przekonuję się kto jest wtedy kiedy go najbardziej potrzebuję a kto ma na całą sytuację wywalone.
Dziś mija 10 dni odkąd mam mojego czwartego przyjaciela. Wszczepionego 550 km od domu, z zupełnie innej firmy niż miałam dotychczas i przez zupełnie innych lekarzy. Tym razem operował mnie sam Mistrz!
Ha! To ma się wtyki, co? Mistrz przyjął mnie do szpitala z dnia na dzień. Wszystko było na wariackich papierach, jednak na razie wszystko wskazuje na to, że się udało i tego się trzymam!
Pomimo wszystkich powikłań, niezliczonych ilości wizyt u lekarzy, kontroli, wielu dni spędzonych w szpitalach, kocham moją Bateryjkę. Dzięki temu cudowi techniki moje serce nadal bije. Ja mam szansę na życie, na śmianie się, spełnianie marzeń, dzielenia się tym co mogę dać najbliższym, szukanie swojego miejsca na Ziemi, zwiedzanie Polski, zamieszkiwanie najpiękniejszego miasta w Polsce, popełnianie błędów i uczenie się na nich, po prostu na bycie sobą.
Tak niewiele a zarazem tak dużo. Czego chcieć więcej?
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)
