Pracowity tydzień już za mną. Śliczny kwiatek czekał, biurko, komputer, ludzie i nowa kierowniczka również. Było całkiem nieźle tylko w czwartek zmęczenie było kolosalne.
Wczoraj od razu po pracy byłam zapisać się na rehabilitację, czyli odbyłam również wizytę u mojego doktorka od serducha. Pogadaliśmy, uporządkowaliśmy chronologicznie wszystkie zabiegi i operacje, zadanie do najłatwiejszych nie należało bo i mnie powoli daty zaczynają się zacierać i lata mieszać, ale daliśmy radę :)
B. stwierdził po raz kolejny, że chyba nadszedł czas na napisanie książki, która zyska wielką sławę a następnie zostanie nakręcony film.
Tak więc może i kiedyś rzeczywiście zostanę celebrytką, gazetki z wywiadem już obiegły kawałek Wrocławia. Rozdane po znajomych, zostawione w szpitalu i w przychodni. Mam nadzieję, że dzięki temu ktoś kto czeka na wszczepienie urządzenia bądź jest po i nie potrafi się po tym pozbierać nabierze trochę wiary w normalne - a przynajmniej lepsze - życie. Bo do tego właśnie chcę dążyć.
Mam wielkie plany tylko samej ciężko ze wszystkim działać... Nasze Stowarzyszenie na razie stoi w miejscu, nic się nie dzieje. Dość długo to trwa i gdy nadal to wszystko się będzie tak ciągnęło to nachodzą mnie chwile zwątpienia i się zastanawiam czy to kiedykolwiek wypali.
No cóż. Znajomi, którzy mają własne Fundacje mówili, że będzie ciężko, więc trzeba wziąć dupę w troki i się nie poddawać. Nie na samym początku.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz